Data dodania: 05/04/2026

Spokojnie

Zapytano się raz Walta Disneya, czy trudno jest zrobić tak popularny dziś film rysunkowy.  Odpowiedział, że to drobnostka, należy mieć tylko dobry pomysł. Zapomniał jednak dodać, że prócz dobrego pomysłu potrzebna jest taka drobnostka jak piętnaście tysięcy rysunków. Podobnie ma się rzecz z każdą rzeźbą, nawet z takim drobiazgiem jak gęś japońska, czapla, kozioł, czy też perliczka.

Magdalena Gross ( za “Rzeźbiarki”, Dagmara Budzon-Szymańska, 2026)

 

Jedna z lekcji jakie wyniosłam z pracy w  Szkole Rzemiosł w Cieszynie oraz z zeszłorocznych spotkań i plenerów rzeźbiarskich, była taka, że regularna praktyka daje rezultaty. Niby takie oczywiste, ale inaczej się mówi o tym, a inaczej doświadcza. Taka praktyka, wzbogacona o kontakt z mistrzami w fachu, ich korekty oraz wiele godzin samodzielnych ćwiczeń, otworzyła dla mnie zupełnie nowe pojmowanie działalności twórczej. Taka praktyka z poziomu inspiracji i porywów emocji, może sprowadzić powoli na ziemię. Okazuję się na przykład, że pierwszy pomysł, wcale nie jest zwykle tym najlepszym. Czasem coś może “wyjść” przypadkowo, ale często pierwsze koncepcje nie są nawet dość dobre. Proces dochodzenia do zadowalającej koncepcji trwa i wcale nie ujmuje to wartości artystycznej. Choć nie zawsze to świadomie odbieramy, to pierwsze intuicje napędzane są przez głębokie mechanizmy analityczne. One mogą poprzedzać naszą decyzję o świadomej i kreatywnej analizie. One również będą współuczestniczyć w wymagającej wiedzy, nieraz ciężkiej, pracy warsztatowej. 

Powoli sobie układam własne rozumienie procesu twórczego, na bazie dotychczasowych doświadczeń i wielu rozmów z twórcami. Praktyka i ćwiczenie pozwalają mi docierać tam, gdzie nie da się dojść samą obróbką intelektualną. Zbytnie skupianie się na samych pytaniach, może stać się pułapką zamrażającą w ramach pojawiających się wątpliwości. Nie chodzi o to, żeby wątpliwości nie mieć. To dopiero byłaby pułapka. Chodzi mi raczej o powracanie do równowagi w poszukiwaniach twórczych, tak aby nie utknąć w rozważania, ani na etapie wiecznego planowania, ale też żeby nie kręcić się w kółko w impulsywnej kreacji. 

Chciałabym znaleźć jakąś formę opisu, choćby chwilową, która odda taki stan zrównoważonych poszukiwań poszerzających horyzonty zrozumienia. “Złoty środek”, “wystarczająco dobre” to są już tak wyprane ze znaczenia zwroty, że nie widzę dla nich zastosowania. 

Ostatnio bardzo mnie ujęło zdanie z Upadku, Alberta Camus: “we wszystkim jesteśmy tylko mniej więcej”. 

Mniej więcej. 

Podoba mi się bycie w twórczości tylko mniej więcej. Nie zwalnia z odpowiedzialności, nie daje taryfy ulgowej, ale buduje realistyczne ramy dla decyzji. Zawsze jest jakieś zewnętrzne “więcej” do którego można aspirować, i jakieś własne ”mniej” które warto dobrze rozumieć. Jesteśmy zawsze i tylko gdzieś pomiędzy, w niedokończonym procesie, na który mamy wpływ. Jeśli coś jest bliskie prawdzie o naturze człowieka to ja dziś stawiam na egzystencjalne “tylko mniej więcej”.

***

Moje ostatnie decyzje w duchu “mniej więcej” to skupienie się na praktykowaniu poprzez wielogodzinne ćwiczenia rzeżbiarskie. Opadły ze mnie resztki marzeń o szybkich rezultatach. Swoje oryginalne pomysły odnotowuje i szkicuje na później, a na teraz wybrałam drogę analizy, obserwacji i dochodzenia do formy grudka po grudce. Nie było przy tym żadnego rozrywania szat, tylko raczej potrzeba powrotu do podstaw, związanych z ćwiczeniem modelowania, rysowania, poznawania. Chęć rozwijania sprawności idzie w parze z działaniami, które i tak dają mi wiele przyjemności i pozwalają na skupienie.

I tak wybrałam się na kurs skoncentrowany na rzeźbie portretowej  na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. 

Wydział Rzeźby ASP w Warszawie znajduje się przy ulicy Spokojnej. 

(Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie, Wydział Rzeźby – zdjęcie własne, luty 2026)

Na Spokojnej czas płynie w swoim tempie. Ulica sama z dość burzliwą i ciężką historią, jest teraz absolutną ostoją ciszy i skupienia w samym centrum miasta. Aura pięknego cmentarza na Powązkach i zieleni z jednej strony, z drugiej wydziały Mediów i Rzeźby gdzie na straży stoi wiele podobieństw tego samego nagiego mężczyzny odlanego w gipsie. Ptaki w gałęziach śpiewają. Nie dociera tu zgiełk ruchliwych ulic miasta.

Klimat, które się nie spodziewałam, marznąć w pociągu wiozącym mnie na pierwsze styczniowe zajęcia. 

A właśnie wam poczułam pierwsze powiewy aktywnego spokoju.

***

To było moje marzenie, żeby stanąć w gronie studentów otaczających żywą osobę i godzinami się jej przyglądać, wydobywając jej charakter w glinie. 

(Uchwycone podczas zajęć na kursie rzeźby ASP w Warszawie prowadzonych przez Mateusza Aftanasa – zdjęcie własne, luty 2026)

Kluczem jest obserwacja. To powtarza nam Mateusz Aftanas, rzeźbiarz prowadzący nasz kurs na ASP w Warszawie. Ćwiczymy na nowo jak patrzeć, jednocześnie zapominając o naszych wyobrażeniach i wspomnieniach głowy, twarzy. Jak obserwować kształty, cienie, załamania, szerokości… Momentami dochodzę do momentu, że widok pozującej osoby się zaciera i zostaje tylko zbiór kształtów. 

Przez ostatnie miesiące miałam okazję studiować w ten sposób, aż 4 osoby. Nad ostatnim portretem nadal będziemy pracować i odlewać w gipsie.

Za każdym razem po (nie licząc przerw) 6ciu godzinach kręcenia kawaletem, dokładania i odejmowania gliny, podchodzenia blisko, a nawet zakradniu się do modela / modelki znienacka, czy spoglądaniu nia nich z oddali… za każdym razem nasza praca finalnie lądowała ponownie w wielkiej miednicy z gliną. Nic się nie uchowało poza fotografią. Czasem tylko jakieś oko jeszcze przez jakiś czas zerkało z wnętrza skrzyni, jakby miało pretensje. 

Pozamiatane, i wracam na pociąg. 

Mimo niewątpliwie ciężkiej pracy i włożonemu wysiłkowi, strata nie boli aż tak, gdy skupienie przekieruje się nie na efekt, tylko na doskonalenie warsztatu. Każda kolejna głowa powstaje szybciej, sprawniej, pewniej, pełniej i spokojniej. 

(4 głowy, efekty mojej pracy po jednodniowych zajęciach na kursie – zdjęcia własne, 2026)

***

Początkowo martwiłam się, że to jest taka laboratoryjna sytuacja, i zwykle nie mamy dostępu do obiektu obserwacji. Pozostają szkice i zdjęcia, oraz dużo wyobraźni i pamięci, która może wyprowadzić na manowce. Z perspektywy czasu jednak, tym bardziej cenię sobie możliwość tego doświadczenia i odkrywania kolejnych kroków do ćwiczeń własnych.

Ochoczo wkroczyłam w kolejny obszar studiowania,  już “po godzinach” – w obszar ludzkiej i zwierzęcej anatomii. 

Trzeba sobie radzić. Zaczęłam od analizowania i szkicowania przy wykorzystaniu albumu “Anatomia Dla Artystów” Sarah Simblet i Johna Davisa. Ta magiczna księga, również pomogła mi naszkicować zadanie koncepcyjne – odpowiedź na zadany temat “Zwierciadło” (zdjęcie w okładce do tego posta). 

Poszukiwania anatomiczne doprowadziły mnie do twórczości rzeźbiarki z Berlina –  Alexandry Slavy. Alexandra specjalizuje się w rzeźbie klasycznej, figuratywnej. Jest absolwentką Florenckiej szkoły rzeźby. Poza swoją własną pracą artystyczną oraz regularnymi warsztatami rzeźbiarskimi prowadzonymi w pracowni, opublikowała w zeszłym roku bardzo esencjonalny Masterclass rzeźby portretowej on-line. 

Hołdując wyborom mojego “mniej więcej” uznałam, że to jest doskonały start, zanim będą myśleć o międzynarodowych eskapadach i warsztatach w Berlinie. 

Masterclass Alexandry Slavy to opracowanie bardzo wysokiej jakości i świetna baza do nauki. Materiały filmowe zawiera ponad sześć godzin bogatego w praktyczne porady studium głowy – pracy nad portretem przy udziale modelki, Pani Vladislavy. W cyklu nagrań znajduje się również część szczegółowe omawiająca budowę anatomiczną czaszki oraz detali twarzy. 

Podążając krok po kroku za Alexandrą poznałam trochę inne, metodyczne podejście do budowania formy. Kiedy zasiadłam w jedną z niedziel do przeglądania nagrań, z plasteliną i szkicownikiem pod ręką, nie mogłam się oderwać. Pobieranie precyzyjnych miar, oraz sukcesywne dodawania masy – od profilu do pełnej bryły – wzbogaciło  obserwację  i wyczucie proporcji w elementy przemyślanej strategii. Pomimo, że siedziałam przed komputerem z kulką plasteliny w dłoni, byłam wstanie dość precyzyjnie nadążać za prowadzącą. Zaskoczyło mnie to, jak metodycznie można przyspieszyć i uporządkować, wiedzę, którą powoli zbiera oko.

Zamierzam się temu przyjrzeć warsztatowo w skali 1:1 i poszukać w tym mojego “mniej więcej” do własnej pracy. 

I tutaj pojawia się kolejny powiew spokoju…

***

Od miesiąca urządzam się w mojej pierwszej własnej pracowni. Szybko zgromadziłam, w większości używane, meble oraz materiały i narzędzia. Przy wsparciu przyjaciół, w kilka tygodni ustawiłam dla siebie wygodne miejsce do pracy. Gdy zaczęłam planować tą, jednak sporą zmianę – przeniesienie mojego miejsca działań twórczych z Warsztatu Miejskiego do swojego własnego miejsca, czułam, że teraz jest odpowiedni moment. Pracownia Ceramiczna, którą współprowadzę w Warsztacie rozkwita. Od początku roku pojawiają się nowe osoby, które korzystają z tej przestrzeni i mogą budować na tym co do tej pory przygotowaliśmy z koleżankami i kolegami z Warsztatu. Nasze regularne Spotkania z Gliną mają się dobrze i nawet zagościły w nich ćwiczenia rzeźbiarskie.

To odpowiedni czas, żeby dzielić z rosnącą warsztatową społecznością entuzjazm twórczy, jednocześnie prowadząc dla siebie miejsce do indywidualnej, wymagającej skupienia pracy. 

To wybór w duchu “mniej więcej”. 

Kiedy wchodzę do mojej pracowni i zamykam za sobą drzwi napełnia mnie spokój. Nigdzie nie muszę się spieszyć, mogę powoli studiować to co sobie zaplanowałam.

Moje inspiracje wieszam na uratowanej przed wyrzuceniem tablicy magnetycznej. 

Aktualnie czekają na poważne studium, zdjęcia portretowe Pani Vladislawy, którymi Alexandra Slava podzieliła się materiałach dodatkowych z Masterclassu. Spokojnie wchodzę w kolejny kwartał.

I oczywiście zapraszam do siebie na herbatę.