Data dodania: 09/08/2025

Lekcje Kamienia

Jeszcze nie ostudzone wrażenia z pracy twórczej z kamieniem, zamknięte w trzy lekcje. Refleksja wyniesiona z warsztatów rzeźbiarskich prowadzonych przez Panią Annę Wszyndybył w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku.

Jest takie miejsce w Polsce, gdzie na skwerku przed Pałacem leniwie pasą się Mutanty. W parku możemy zgubić się w labiryncie, z którego wyprowadzą nas szepty aniołów, a  pomiędzy drzewami gnieździ się wielkie jajo z głośno bijącym sercem. Tutaj wypalone zapałki mają co najmniej 4 metry, a na ziemi widać ślady podków niewidzialnych koni. Tu można spacerować bez końca, odkrywając kolejne zakamarki zbiorowej wyobraźni artystów …


(„Mutanty”, Magdalena Abakanowicz, 2000 – fot. AMN)

Ostatni tydzień lipca spędziłam w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, gdzie nie tylko spacerowałam po parku, ale przede wszystkim dałam się porwać duchowi tego miejsca – niezakłóconej pracy twórczej.

Jako uczestniczka tegorocznych warsztatów rzeźbiarskich w Centrum Rzeźby Polskiej, mogłam wzbogacić swój warsztat i spróbować sił w rzeźbie w kamieniu. Tygodniowe warsztaty prowadzone były przez znakomitą rzeźbiarkę i nauczycielkę technik rzeźbiarskich – Annę Wszyndybył. Pani Anna wspierała i korygowała pracę kilkunastoosobowej grupy osób, pomagając każdemu przejść proces pracy nad indywidualnym projektem. Jednocześnie dzieliła się z nami swoją wieloletnią wiedzą i doświadczeniami z pracy rzeźbiarki, co stanowiło ogromną wartość tego spotkania.

Dzięki doskonałemu zapleczu organizacyjnemu Centrum, mogliśmy korzystać z zakwaterowania i posiłków w hotelu na miejscu, a osoby na co dzień pracujące na obszarze obiektu, pomagały nam z każdym napotkanym wyzwaniem logistycznym i projektowym. Ten system wsparcia pozwolił na zupełnie unikalny komfort pracy i skupienie się na zadaniu. Na kilka dni mogłam uwolnić głowę od codziennego rozproszenia i pierwszy raz od bardzo dawna zanurzyć się tylko w jeden temat.

Intensywny kontakt z prawie metrowym wapieniem, dał mi nieźle popalić, ale też otworzył przestrzeń dla zbudowania bardzo niecodziennej relacji. Z tych doświadczeń, wybrałam trzy “lekcje kamienia”, które spróbuję tu wstępnie naszkicować. To dobry moment, gdy wciąż odczuwam ucisk w dłoni od trzymania trzonka młotka, a wraz z upływającymi od powrotu dniami, coraz bardziej tęsknie do tańca wokół i z kamieniem. 

(fot. Jacenty Matys)

Co ma wspólnego Johnny Bravo z rzeźbą?

Pytanie zasadne, ale bynajmniej nie chodzi o jego wyrzeźbione na siłowni, rysunkowe ciałko.

W trakcie jednego z wieczornych spotkań w gronie współrzeźbiących, toczyły się przeplatane anegdotami dyskusje o sztuce –  jej tworzeniu, czytaniu oraz o warsztacie artysty. W nawiązaniu do rozmowy, przypomniała mi się scena z kreskówki, która mogłaby stanowić humorystyczny komentarz do naszych zmagań.

W jednym z odcinków animacji,  Johnny Bravo – pragnąć jak zwykle imponować dziewczynom – postanawia wstąpić w szeregi dojo, aby wyszkolić się w sztuce walki. Zupełnie nie przekonany do tego pomysłu Mistrz, w końcu decyduje się na poprowadzenie ucznia. Zanim rozpoczną zajęcia praktyczne, Mistrz zadaje Johnny’emu szereg pozornie niezwiązanych ze sztuką walki zadań. Parodiując historię z Karate Kit, Mistrz chce wzmocnić siłę umysłu ucznia. Po myciu okien i sortowaniu korespondencji listowej Mistrza (którą to czynność Johnny nazywa “siłą sortującej dłoni”), przychodzi czas na ćwiczenie filozoficzne. Johnny otrzymuje od Mistrza maleńki kamyk i ma za zadanie poznać jego naturę.

“Poznaj naturę kamienia, Johnny.” 

W kolejnej scenie, widzimy jak Johnny siedzi ze swoim kamykiem przy piwie i kontynuując monolog, mówi:

“Co Ty gadasz Stary, dziewczyny lecą na kamienie…”

Moja zabawna historyjka zebrała aprobatę współrozmówców, jednak od tego wieczora doświadczenie Johnny’ego już mnie nie opuszczało. No bo, co jeśli to nie tylko komediowy motyw? Może kamienie wchodzą w kontakt, odpowiadają na pytania, a przynajmniej… podpowiadają?  “Wchodząc w buty” naiwnego badacza i pierwszoroczniaka rzeźby w kamieniu (czyli w oprószone pyłem trampki), postanowiłam się temu zagadnieniu przyjrzeć bliżej. Dla celów ćwiczenia myślowego ograniczyłam na razie rozważania do własnego doświadczenia i pracy z wyobraźnią. 

Lekcja Pierwsza: Zobacz, co dostrzegasz

Co zobaczył w swoim kamyku Johnny? Czy wszystko działo się w jego głowie i używał kamienia do zagłuszenia swojej samotności? A może, kamień, odwrócony do widza tyłem, z perspektywy Johnny’ego miał coś na kształt malutkiej twarzy? To by mogło sporo wyjaśnić.

Okazuje się, że zjawisko dostrzegania znajomych kształtów – twarzy, ciał, postaci, czy zwierząt – w formach przyjmowanych przez przyrodę ma swoją nazwę. To “pareidolia” (z greckiego), co można tłumaczyć dosłownie jako “obok obrazu” czy “obok formy”. Nazwa oddaje istotę tego zjawiska, ponieważ osoba patrząca na formę –  przykładowo chmury, skały, drzewa, dymu  –  zdaje sobie sprawę, że to co w niej dostrzega, nie jest rzeczywiste. To coś jakby “obok” realnej formy. To nie jest zwodząca nas iluzja, tylko sama forma uruchamia w nas i przypomina znany wzorzec czy obraz. To co istotne, to zdajemy sobie z tego sprawę. W takim rozumieniu Johnny poszedł chyba o jeden krok za daleko w swoim spoufalaniu się z kamieniem. 

Pierwszy raz zaczęłam się zastanawiać nad “obok-formami” podczas podróży na Islandię. Ależ tam jest potencjał do poznawania natury kamienia! Pamiętam przepełniający mnie zachwyt, gdy w prześwitach słońca, z oparów porannej mgły, wyłoniła się wyspa Heimaey – wyspa znana ze swojej wulkanicznej formacji “Skały Słonia”. Zupełnie nierealne!  

Jak to w takich magicznych miejscach bywa, na temat skały funkcjonuje wiele tradycyjnych przekazów i przekonań. Zwykle najprostsze odpowiedzi, są najbardziej trafione, zatem  obstawiam, że to jest wielki słoń, który zasnął i zamienił się w skałę. Okazuje się jednak, że są i tacy, którzy wierzą, że słoń jest dziełem sztuki i pracy ludzkich rąk. Ponoć, został wyrzeźbiony jako monument uświetniający lokalne wyspiarskie tradycje. W tym temacie czynny wulkan, co jakiś czas zalewający wyspę ognistą i bardzo formatywną lawą, jakby… nie ma zdania. Ciekawe, czy ktoś doszukiwałby się pracy ludzkich rąk w tatrzańskim śpiącym rycerzu? Co to musiałyby by być za ręce!  

I tak mimochodem, po tym długim wprowadzeniu, pojawia się pierwsza lekcja z kamienia:

“Zobacz, co dostrzegasz”

Na warsztaty do Orońska, przybyliśmy już z pomysłami. Pierwszego dnia, rundka pomiędzy mniejszymi i większymi kawałkami pociętego wapienia, dała nam możliwość wyboru kamienia, z którym będziemy pracować. Cały czas otrzymywaliśmy wsparcie i porady Pani Anny, jednak sami dokonywaliśmy ostatecznego wyboru. Zaopatrzeni w rysunki lub małe glinianie modele sprawdzaliśmy, czy kształt, bryła, wielkości, faktura, niosą za sobą potencjał do wydobycia naszych obrazów. 

W moim przypadku proces wyboru kamienia w niewielkim stopniu wynikał ze świadomej analizy. Przyglądałam się różnym formom, aby odkryć w nich obraz, który przywiozłam ze sobą – figurę małpki Uakari. Patrzyłam w kamienie, patrzyłam z głęboką intencją dostrzeżenia. Jednak to nie takie proste dostrzec Uakari. Widziałam różne inne istoty, ale za małpką chwilę się nachodziłam. 

W naturalnych warunkach małpki Uakari są niewielkie, żyją w koronach drzew na niedostępnym skrawku puszczy u brzegu Amazonki. Do niedawna gatunek ten był zupełnie nieznany nauce. Skąd pomysł, że umykający badaczom małpeczki, nagle pojawią się w Polsce i to schowany w skale?

Pomimo marnych szans na nowe odkrycie naukowe, uparcie patrzyłam i w końcu dostrzegłam. Była tam, siedząca na pieńki, przygarbiona pod ciężarem ogromnego futra. Widzicie? 

Lekcja 2: Kamień szybko gruntuje

Praca twórcza może kojarzyć się z lekkością, czy kreatywnym flow. Rzadko pierwsze skojarzenia to fizyczne zmęczenie, frustracja i zgrzytanie zębami, rzucanie wszystkiego i zbieranie się następnego dnia z chwiejną nadzieją, żeby znowu spróbować. Gdzie te oferty warsztatów kreatywnych, promujące inwestycje w czar powolnych niewielkich postępów, w chwile zwątpienia i w doświadczenia graniczne, gdy twojej rzeźbie odpadnie nagle nos? 

A brak doświadczenia, jak obchodzić się z kamieniem, boli. Bolało mnie wszystko i wszystkim. Pierwsze odezwały się dłonie, nadgarstki, i każdy palec po sam jego czubek. Były chwile, szczególnie pod koniec dnia, gdy kolejne podniesienie młotka i dłuta okazywało się nie lada wyczynem. Kolana i biodra doskwierały od wchodzenia i schodzenia z podestu, a nagrzana głowa od słońca, nie pozwala o sobie zapomnieć. Patrzyłam na rzeźby w parku, wspominałam znane mi dzieła sztuki, ogromne antyczne kamienne posągi i z niedowierzaniem pytałam się w duchu – jak?!

Okazuje się, że nie siłą, lecz precyzją i konsekwencją, zdobywa się zaufanie swojego kamienia. Odkryłam to podczas konsultacji z naszą nauczycielką Anną Wszyndybył. W jej dłoniach dłuto lekko podważało wybrane miejsce i ściągało tylko tyle, ile było potrzebne do wyprowadzenia kształtu. W moich dłoniach początkowo dłuto, czy gradzina (nowe słowo!) wbijały się losowo w kamień, zsuwały się, lub wyrywały wielkie fragmenty, a młotek tak rozchwiał mi cały nadgarstek, że pod wieczór nie miałam siły podnieść widelca do ust. Z dnia na dzień jednak jak sortujący listy Johnny Bravo, uczyłam się jak manewrować narzędziami i dopasować pozycję ciała, aby unikać niepotrzebnych nadwyrężeń. Myślę, że pod koniec pleneru już całkiem sprawnie mi to szło, ale jak mówię – ból, ból, ból tworzenia… ale teraz z dumą mogę powiedzieć, że odblokowałam pierwszy poziom skilla “subtelnej siły kującej dłoni”. 

Intensywna praca nad rzeźbą, spowodowała też, że teoretyzowanie i intelektualna obróbka mojego projektu zeszły na drugi plan. Nie to, że przestały się liczyć, ale trudno jednocześnie rozważać losy świata i kichać prochem wapiennym, co jakiś czas robiąc unik przed pędzącym w kierunku oka odpryskiem. Do rozmyślań wracałam przy wieczornych dyskusjach, jednak w trakcie godzin kucia, szlifowania, szkicowania po powierzchni kamienia, moje wątpliwości kurczyły się (a może właśnie urastały) do pytania o prawdziwy kształt ukryty w formie. Całymi dniami chodziłam biała jak młynarz, w trampkach sztywnych od prochu i z włosami gęstymi od kurzu. Przez 7 dni to była jedyna moja rzeczywistość i nie boję się przyznać, że dawno tak nie wypoczęłam. Robiąc swoje i biorąc, to, że jest jak jest. 

Kamień mnie nie przygniótł, ale ściągnął bliżej ziemi. 

Lekcja 3: Miękka determinacja kamienia

Lekcja trzecia – najkrótsza, ale też najważniejsza. Nie można wszak pominąć warstwy artystycznej procesu twórczego i jego rezultatów. Jeśli praca z kamieniem byłaby funkcją wyboru odpowiedniego kształtu i doświadczenia technicznego twórcy, nie mielibyśmy zaczarowanego parku w Orońsku, nie mielibyśmy rzeźbiarskich cudów świata… bo czy dzieło wydobyte z kamienia (jak i każdej innej materii) nie potrzebuje jeszcze jakieś iskry, elementu nieoznaczoności, aby ożyło, ożywiło wyobraźnię i przemówiło do odbiorców?

Podczas tego tygodnia, odkryłam, że z kamieniem to jest dość złożona sprawa. Myślałam, że podążanie za gliną i jej humorami to wyzwanie, ale jakże nie doceniłam jej twardszego krewnego! Jeden niekorzystny ruch może skierować pracę, na inne tory. Jednocześnie, co może zaskoczyć, wapień, z którym pracowaliśmy, był i twardy i miękki jednocześnie. Ta dwoistość natury powodowała, że nawet jeśli jakieś nieudane uderzenie młotkiem, lub zagubiona wewnątrz muszelka, spowodowały spory ubytek w rzeźbie, to pojawiała się nowa perspektywa oczekująca eksploracji. Zupełnie jakby kamień dawał możliwość realizacji projektu zgodnie z planem do momentu, aż nagle nie zmieni zdania. Wtedy przyhamowuje zapędy rzeźbiącej, wskazując bardziej odpowiedni dla siebie kierunek. Wraz z procesem ściągania warstw, odkrywałam zarys rzeźby, ale to miękkie ruchy pilnika po popełnionych błędach wydobywały prawdę o naturze stworzenia zaklętego w środku.

Pracując w ten sposób, zaczynałam rozumieć co nasza prowadząca, Anna Wszyndybył miała na myśli mówiąc, że jeśli rzeźba w kamieniu jest, to się objawi.  Ułamany nos, czy nieproporcjonalnie wychodząca łapka, nie oznaczają, że to koniec, rzucam to i idę szukać nowego kamienia. Absolutnie. To moment, w którym kamień się odzywa i ukierunkowuje moje kolejne decyzje. Oczekuje bym patrzyła uważniej.

Kamienna Małpka Uakari

Po tygodniu pracy, z kamienia wychyliła główkę i swoje przerośnięte futro małpka. Małpka w żadnym swoim aspekcie okazała się niewielka. Badania trwają, ale śmiem twierdzić, że odkryłam nowy gatunek Uakari – Europejskie Uakari Olbrzymie. 

Gatunek charakteryzuje się przyjaznym usposobieniem. Łatwo wchodzi w interakcje i lubi się przytulać. Inauguracja odkrycia odbyła się wraz z pozostałymi odkrytymi gatunkami, rośli, zwierząt, postaci i abstrakcji podczas kameralnego wernisażu w ostatni dzień pleneru. 

ZOBACZ: Krótki film z wernisażu prac 

Kto by pomyślał, że Małpka przez ten cały czas siedziała ukryta w kamieniu? Myślę, że nasza Mistrzyni, która zawsze podchodziła i doradzała w odpowiednim momencie, to wiedziała. Domniemuję, że kamień też to wiedział… jednak ja, niepewna swoich pierwszych kroków, miewałam wątpliwości. 

Będę od teraz znacznie baczniej przyglądać się kamieniom, aby poznać się na ich naturze. Już teraz mały kawałek marmuru od Pani Ani czeka na moją uwagę.  Spodziewam się również, że za jakiś czas, gdy będę mieć znaczenie więcej praktyki, wrócę do pracowni i powiem rozbawiona do moich przyjaciół kamieni “ej, nie uwierzycie co kiedyś o Was napisałam!” 

(Uakari, Agata M. Nowak –  MORFIKA, rzeźba w kamieniu, Orońsko 2025)